Przyznaję .....nie jestem wielbicielką tego rodzaju stworzeń, ale popatrzcie tylko na kolor jej skóry, na fakturę do złudzenia przypominającą liście drzewa ( tak, tak ten rodzaj żab przesiaduje na drzewach ) .........mimo mej niechęci i przebiegającym ciarkom po plecach nie mogę wyjść z zachwytu nad malowniczością tego zjawiska !!
Sapo .......... tutejszy odpowiednik naszej ropuchy , wielkie i wzbudzające we mnie niemiłe odczucia stworzenie. Pojawia się każdej nocy aby zażyć kąpieli w wiadrze mojego pieseczka ! Wpada do środka i nie potrafi samo wyjść więc cierpliwie tkwi tam aż rankiem je uwolnię.......
Powinnam raczej powiedzieć kawa jak malowana........ale zobaczcie sami !
Jedna z legend powiada, że część stada kóz należących do pewnego klasztoru (Chehodet w Jemenie) oddaliła się od stada. Poszukujący je pasterze zaszli w góry, gdzie znaleźli zwierzęta w wyraźnie podnieconym nastroju, którego powodem najwyraźniej były zielone liście i czerwone owoce rosnących tam drzewek. O swojej obserwacji opowiedzieli mnichom klasztoru.
Zaciekawiony opowieścią przeor kazał przyrządzić napar z liści i owoców tajemniczej rośliny. Braciszkowie pokosztowali tej „herbatki" i stwierdzili u siebie podobną reakcję. Od tej pory picie owego naparu weszło do porządku dnia klasztoru, bowiem pomagał on w nocnych modłach, zwalczając naturalną potrzebę snu.
Tekst zaczerpnięty z : Wielkie żarcie
Zdięcia z własnego ogródka ........
Do dzisiaj żywa jest legenda artysty, dla którego "sztuka nie była zawodem a stanem łaski". Natura obdarzyła go urodziwą fizjonomią, był przystojnym młodzieńcem o ciemnych intrygujących oczach, pięknem był naznaczony od narodzenia i ku pięknie się skłaniał w poszukiwaniach twórczych.
Nie koronowany król włóczęgów, peintre maudit, zrywający więzi z tradycją mieszczańską i zaprzedający się paryskiej cyganerii. Żył krótko, można by dodać, że zbyt intensywnie, w wielkiej biedzie, z nie wyleczoną należycie gruźlicą, mijając się na swoich drogach ze szczęściem. Za jego życia nikt nie zachwycał się ani nie kupował kobiet o wyciągniętych szyjach i nieforemnych głowach, z wzrokiem skierowanym donikąd. Wystawiony w witrynie akt kobiecy wywołał skandal. A młodzieniec będący jego twórcą popadał w coraz większą samotność, frustrację, alkoholizm. Dawno przestał być przyzwoitym młodzieńcem z Livorno. Jego strój, "brązowe spodnie sztruksowe szkarłatny fontaż i wielki czarny kapelusz a la Boheme" być może przydawały mu animuszu, zmieniały image nadając większego respektu, jednak za tym zewnętrznym odbiciem kryła się tragedia człowieka. Czy wiedział, że ma talent, czy dla jego pobudzenia i objawienia musiał zażywać narkotyków, jak sądzą niektórzy? Czy tędy droga, aby zapewnić sobie maksimum swobody w realizowaniu swoich twórczych koncepcji?
Amedeo Modigliani to postać intrygująca. Dzięki garstce ludzi, admiratorów sztuki Modiglianiego, Paryż doczekał się imponującej retrospektywnej wystawy płócien, rysunków i rzeźb. Można je oglądać w Muzeum Luksemburskim od 23 października 2002 roku do 2 marca 2003 roku. I chociaż sezon kulturalny 2002/2003 w paryskich muzeach i galeriach zaczął się niezwykle interesująco, dla mnie ekspozycja "L'ange au visage grave" ("Anioł o twarzy pełnej powagi") jest największym wydarzeniem roku i nie ukrywam, iż czekałam na nią od dawna. Tej wystawy nie można nie zobaczyć. Portrety mistrza z Livorno, jakże rzadkie w swoim pięknie i prostocie, są odbiciem duszy, głębi ukrytej w każdej portretowanej osobie. Trzeba się w nie wpatrywać intensywnie z odrobiną refleksji i zadumy, gdyż malował je ktoś, kogo oczy upojone pięknem przepełniała głęboka intymna radość. Wirtuozerię tej artystycznej pracy pokazuje ekspozycja gromadząc tak wielką ilość prac znanych publiczności, płócien nigdy nie pokazywanych w Paryżu i dzieł jak dotąd nigdzie nie wystawianych, co tym bardziej podnosi wartość całej wystawy, jak i daje możliwość spojrzenia na nieznanego i na nowo odkrytego Modiglianiego.
"Żebraczka", "Maurycy Drouard", "Portret Brancusiego" "Hrabia Wielhorski", to płótna pokazane publiczności paryskiej po raz pierwszy.
Jego krótka i dość burzliwa kariera przypadła na początek XX wieku, wiązała się z takimi postaciami jak Sutin, Kisling, Max Jacob czy Picasso i Jeanne Hebuterne. Amedeo Modigliani zmarł na początku 1920 roku na płuca. Z jego życiem zakończyło się jednocześnie inne. Przyjaciółka artysty, Jeanne, popełniła samobójstwo na drugi dzień po jego zgonie. Wyskoczyła przez okno, choć była w zaawansowanej ciąży. Dobiegła kresu ponura i tragiczna historia dwojga młodych ludzi, którzy na próżno poszukiwali szczęścia. Nowe, lepsze życie rozpoczęło dzieło niedocenionego artysty.
Anna Sobolewska
Anna Sobolewska. Urodziła się w Białymstoku. Jest absolwentką Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. W czasie stanu wojennego wyjechała z Polski. Obecnie mieszka w Paryżu.
Deszczowo, zimno i nieco sennie......wlokę się do kuchni, sypię kawę do ekspresu, stawiam na ogniu, zamykam oczy i zupełnie nieoczekiwanie z dzbanuszka zamiast aromatu upragnionej arabiki wydobył się dźwięk ..........Coffee Cantata